Husarz_Zony
08 lip 2015, 20:41
Moderator: Realkriss
Posty: 7• Strona 1 z 1
Priviet Stalker, brate mij ridnyj
Od dziś będę się z wami podzielał mymi wypocinami. Jedno moje opowiadanie już zamieściłem na tym forumie i było całkiem nieźle przyjęte. Ostatnio coś mnie uderzyło i znowu zacząłem stalkerzyć. Zapraszam was więc do oceniania, komentowania i wytykania błędów. Poznajcie moją wizję Zony:
Część 1
Od dziś będę się z wami podzielał mymi wypocinami. Jedno moje opowiadanie już zamieściłem na tym forumie i było całkiem nieźle przyjęte. Ostatnio coś mnie uderzyło i znowu zacząłem stalkerzyć. Zapraszam was więc do oceniania, komentowania i wytykania błędów. Poznajcie moją wizję Zony:
Część 1
-Ku*wa ku*wa ku*wa...
Śrut i Kawaler leżeli w zarośniętym rowie, ten drugi powtarzał jak mantrę znane słowo, choć często używane wciąż uważane za niecenzuralne. W końcu Śrut strzelił go kolbą pistoletu w bark i przerażony stalker ucichł. W około było już cicho, ale obydwaj mieli przed oczami grupę specnazu uzbrojoną po zęby. Śrut powoli rozgarnął suche gałęzie i wyjrzał zza nich. Droga była pusta, oprócz kilku anomalii po jej drugiej stronie. Stalker wciąż ostrożnie wyszedł z rowu i nagle padł na ziemię. Specnazowcy nie przemieścili się bardzo, szli powoli nawet nie starając się pilnować pleców, które teraz Śrut miał jak na dłoni. Warknął cicho i przeturlał się z powrotem do rowu.
-Idą z kordonu... Czyli coś się dzieje. - oznajmił swemu towarzyszowi
Kawaler tylko zajęczał i zamknął oczy.
-I po co... Po co z tobą poszedłem... - wyszeptał po chwili
-Po ch*j. - Śrut splunął pod nogi - Ja cię nie prosiłem, sam chciałeś.
-Ta wiem... Ale... Ale... No ku*wa ale czemu specnaz...
-Nie wiem i nie chce wiedzieć. Niech ich Zona pochłonie.
Siedzieli jeszcze parę minut, kryjąc się pomiędzy kłującymi gałęziami po czym wyszli na drogę. Po oddziale nie było żadnego śladu, Zona spokojnie bytowała sobie nie zwracając na nic uwagi. A raczej, mogło się tak wydawać. Asfalt pokryty gęstą siatką pęknięć, z których tu i tam wyrastała trawa, ciągnął się w obie strony. Przed stalkerami był kordon, za nimi ukryta i jedna z ostatnich bezpiecznych kryjówek samotników. Spotkali tam Pielgrzyma, który dobrodusznie pobłogosławił ich by bezpiecznie wrócili z wypadu. To co ciągnęło ich tak blisko kordonu znajdowało się niecały kilometr od najdalszej bazy wypadowej wojskowych. Wśród dość gęstych zarośli, za zniszczoną wioską, były żelazne wrota, leżące na ziemi. Jeśi ktoś nie znał okolicy mógł pomyśleć, że jest to jedna z bram wyrwanych tu z wioski. Jeśli ten ktoś uznał, że świetnym pomysłem jest je podnieść, zwykle odnajdywał betonowy tunel prowadzący rozsypującymi się schodami w głąb ziemi. Jeśli ten ktoś był na tyle sprytny, że wlazł tam z bronią przy oku, szybko z tamtąd wyłaził, jednak już nie o własnych siłach. Otóż wrota jak i korytarz prowadziły do bunkra Sidorowicza, handlarza i jednego z ważniejszych ludzi w Zonie. Nie lubił on gdy wchodzono do niego z bronią, a ukryci w załomie tunelu ochroniarze dobrze o tym wiedzieli. Nasi stalkerzy wiedzieli jednak o tym i zanim jeszcze zaczęli otwierać wejście, zarzucili broń na plecy. Gdy tunel stanął otworem, Śrut skłonił się i teatralnym gestem wskazał go Kawalerowi. Ten tylko prychnął i ruszył w dół. Pozostały na powierzchni stalker rozejrzał się jeszcze badawczo po okolicy, po czym również wszedł do królestwa Sidorowicza, zamykając za sobą wejście. W środku pachniało smarem, chemią i wszystkim co można sobie tylko wymarzyć. Śrut niechętnie oddał swoją strzelbę wielkiemu ochroniarzowi, jeszcze bardziej skrzywił się gdy ten wskazał dłonią w potężnej rękawicy egzoszkieletu kaburę z pistoletem na udzie, ale mimo niechęci oddał on broń. Ochroniarz wyraźnie zadowolony schował broń do jednej z szafek ustawionych wzdłuż ściany, po czym wskazał stalkerowi drzwi na końcu korytarza. Śrut otworzył je i znalazł się w przestronnym pomieszczeniu, którego większą część oddzielała od niego krata. Za kratą, w starym biurowym krześle na kółkach siedział gruby, łysy mężczyzna w białej koszuli i brązowym bezrękawniku - Sidorowicz. Tu też stało dwóch ochroniarzy, lecz w przeciwieństwie do odźwiernego, uzbrojonego w Wintoreza z noktowizją, ci mieli przy sobie tylko wielkie jak przedramię rewolwery. Widząc jak Kawaler i Sidorowicz kłócą się o coś, co ten pierwszy przyniósł, Śrut zaczął powoli, pod czujnym okiem ochrony, przechadzać się po sklepie. Na ścianach za kratą wisiały różnej maści karabiny, kombinezony i narzędzia. Na metalowych regałach walały się najróżniejsze rzeczy, od puszek z konserwami przez apteczki do granatów. W pewnym momencie, spokojną kontemplację arsenału przerwał podniesiony głos Kawalera:
-O ty parówo... Ty tłusta, chamska parówo!
Sidorowicz odsunął się od lady i lekkim skinieniem głowy dał znać ochronie.
-Ja ci tu po jakiś podziemiach latam a ty mi mówisz, że złe miejsce! JA CI DAM ZŁE MIEJSCE TY KUTA! - krzyk urwał się gdy szamoczący się Kawaler został wyrzucony z pomieszczenia.
Zza grubych, metalowych drzwi jeszcze chwilę dało się słyszeć przyciszone głosy, po czym drzwi otworzyły się i ochroniarze wrócili na swoje miejsca. Sidorowicz przetarł czoło, westchnął ciężko, po czym powiedział:
-No siemka Śrut, co tam?
Stalker uśmiechnął się i oparł się o ladę, którą przecinała krata.
-A cześć Sidorowicz. Dziś nie sam z siebie, ale od Atamana przyszedłem.
Ataman był starym stalkerem, który od jakiegoś czasu dowodził jedną z baz samotników na granicy bagien. Baza ta, nazywana Chutorem, była potężnym stanowiskiem ogniowym, jednym z niewielu miejsc, które zabijały wszystko co wyszło z bagien i nie było człowiekiem. Ataman zebrał grupę "mołojców", jak ich powszechnie nazywano, i razem z nimi trwał na straży, aby dziwne, nieznane mutanty z bagien nie przedarły się głębiej w Zonę. Sama baza była bezpieczną ostoją dla każdego porządnego stalkera. Oprócz koszar, kwatery dowodzenia i strażnic był tam też zajazd. Jego wnętrze wypełniały rozmowy, śmiech i muzyka sącząca się z głośników. Można było się też tam przespać. Nic dziwnego więc,że na dźwięk imienia Atamana, Sidorowicz uśmiechnął się chytrze.
-A czegóż to ten wilk chce? Amunicji? Żarcia?
-Informacji.- przerwał rozkręcającemu się Sidorowiczowi Śrut - Dość poufnych...
Sidorowicz od razu pojął, o co chodzi stalkerowi. Machnął ręką na ochroniarzy, którzy z sykiem hydrauliki wyszli z pomieszczenia. Gdy tylko drzwi się zamknęły, Sidorowicz sięgnął pod ladę i wyciągnął stamtąd "Kozaka" i dwie szklanki. Śrut sięgnął po krzesło, na którym siedział jeden z ochroniarzy i podsunął je pod ladę. Po chwili stalker i handlarz siedzieli przed pełnymi szklankami.
-Mów. - powiedział krótko Sidorowicz
-No więc...Wszystko zaczęło się, jakieś dwa dni temu...
Ciąg Dalszy Nastąpi, może
Śrut i Kawaler leżeli w zarośniętym rowie, ten drugi powtarzał jak mantrę znane słowo, choć często używane wciąż uważane za niecenzuralne. W końcu Śrut strzelił go kolbą pistoletu w bark i przerażony stalker ucichł. W około było już cicho, ale obydwaj mieli przed oczami grupę specnazu uzbrojoną po zęby. Śrut powoli rozgarnął suche gałęzie i wyjrzał zza nich. Droga była pusta, oprócz kilku anomalii po jej drugiej stronie. Stalker wciąż ostrożnie wyszedł z rowu i nagle padł na ziemię. Specnazowcy nie przemieścili się bardzo, szli powoli nawet nie starając się pilnować pleców, które teraz Śrut miał jak na dłoni. Warknął cicho i przeturlał się z powrotem do rowu.
-Idą z kordonu... Czyli coś się dzieje. - oznajmił swemu towarzyszowi
Kawaler tylko zajęczał i zamknął oczy.
-I po co... Po co z tobą poszedłem... - wyszeptał po chwili
-Po ch*j. - Śrut splunął pod nogi - Ja cię nie prosiłem, sam chciałeś.
-Ta wiem... Ale... Ale... No ku*wa ale czemu specnaz...
-Nie wiem i nie chce wiedzieć. Niech ich Zona pochłonie.
Siedzieli jeszcze parę minut, kryjąc się pomiędzy kłującymi gałęziami po czym wyszli na drogę. Po oddziale nie było żadnego śladu, Zona spokojnie bytowała sobie nie zwracając na nic uwagi. A raczej, mogło się tak wydawać. Asfalt pokryty gęstą siatką pęknięć, z których tu i tam wyrastała trawa, ciągnął się w obie strony. Przed stalkerami był kordon, za nimi ukryta i jedna z ostatnich bezpiecznych kryjówek samotników. Spotkali tam Pielgrzyma, który dobrodusznie pobłogosławił ich by bezpiecznie wrócili z wypadu. To co ciągnęło ich tak blisko kordonu znajdowało się niecały kilometr od najdalszej bazy wypadowej wojskowych. Wśród dość gęstych zarośli, za zniszczoną wioską, były żelazne wrota, leżące na ziemi. Jeśi ktoś nie znał okolicy mógł pomyśleć, że jest to jedna z bram wyrwanych tu z wioski. Jeśli ten ktoś uznał, że świetnym pomysłem jest je podnieść, zwykle odnajdywał betonowy tunel prowadzący rozsypującymi się schodami w głąb ziemi. Jeśli ten ktoś był na tyle sprytny, że wlazł tam z bronią przy oku, szybko z tamtąd wyłaził, jednak już nie o własnych siłach. Otóż wrota jak i korytarz prowadziły do bunkra Sidorowicza, handlarza i jednego z ważniejszych ludzi w Zonie. Nie lubił on gdy wchodzono do niego z bronią, a ukryci w załomie tunelu ochroniarze dobrze o tym wiedzieli. Nasi stalkerzy wiedzieli jednak o tym i zanim jeszcze zaczęli otwierać wejście, zarzucili broń na plecy. Gdy tunel stanął otworem, Śrut skłonił się i teatralnym gestem wskazał go Kawalerowi. Ten tylko prychnął i ruszył w dół. Pozostały na powierzchni stalker rozejrzał się jeszcze badawczo po okolicy, po czym również wszedł do królestwa Sidorowicza, zamykając za sobą wejście. W środku pachniało smarem, chemią i wszystkim co można sobie tylko wymarzyć. Śrut niechętnie oddał swoją strzelbę wielkiemu ochroniarzowi, jeszcze bardziej skrzywił się gdy ten wskazał dłonią w potężnej rękawicy egzoszkieletu kaburę z pistoletem na udzie, ale mimo niechęci oddał on broń. Ochroniarz wyraźnie zadowolony schował broń do jednej z szafek ustawionych wzdłuż ściany, po czym wskazał stalkerowi drzwi na końcu korytarza. Śrut otworzył je i znalazł się w przestronnym pomieszczeniu, którego większą część oddzielała od niego krata. Za kratą, w starym biurowym krześle na kółkach siedział gruby, łysy mężczyzna w białej koszuli i brązowym bezrękawniku - Sidorowicz. Tu też stało dwóch ochroniarzy, lecz w przeciwieństwie do odźwiernego, uzbrojonego w Wintoreza z noktowizją, ci mieli przy sobie tylko wielkie jak przedramię rewolwery. Widząc jak Kawaler i Sidorowicz kłócą się o coś, co ten pierwszy przyniósł, Śrut zaczął powoli, pod czujnym okiem ochrony, przechadzać się po sklepie. Na ścianach za kratą wisiały różnej maści karabiny, kombinezony i narzędzia. Na metalowych regałach walały się najróżniejsze rzeczy, od puszek z konserwami przez apteczki do granatów. W pewnym momencie, spokojną kontemplację arsenału przerwał podniesiony głos Kawalera:
-O ty parówo... Ty tłusta, chamska parówo!
Sidorowicz odsunął się od lady i lekkim skinieniem głowy dał znać ochronie.
-Ja ci tu po jakiś podziemiach latam a ty mi mówisz, że złe miejsce! JA CI DAM ZŁE MIEJSCE TY KUTA! - krzyk urwał się gdy szamoczący się Kawaler został wyrzucony z pomieszczenia.
Zza grubych, metalowych drzwi jeszcze chwilę dało się słyszeć przyciszone głosy, po czym drzwi otworzyły się i ochroniarze wrócili na swoje miejsca. Sidorowicz przetarł czoło, westchnął ciężko, po czym powiedział:
-No siemka Śrut, co tam?
Stalker uśmiechnął się i oparł się o ladę, którą przecinała krata.
-A cześć Sidorowicz. Dziś nie sam z siebie, ale od Atamana przyszedłem.
Ataman był starym stalkerem, który od jakiegoś czasu dowodził jedną z baz samotników na granicy bagien. Baza ta, nazywana Chutorem, była potężnym stanowiskiem ogniowym, jednym z niewielu miejsc, które zabijały wszystko co wyszło z bagien i nie było człowiekiem. Ataman zebrał grupę "mołojców", jak ich powszechnie nazywano, i razem z nimi trwał na straży, aby dziwne, nieznane mutanty z bagien nie przedarły się głębiej w Zonę. Sama baza była bezpieczną ostoją dla każdego porządnego stalkera. Oprócz koszar, kwatery dowodzenia i strażnic był tam też zajazd. Jego wnętrze wypełniały rozmowy, śmiech i muzyka sącząca się z głośników. Można było się też tam przespać. Nic dziwnego więc,że na dźwięk imienia Atamana, Sidorowicz uśmiechnął się chytrze.
-A czegóż to ten wilk chce? Amunicji? Żarcia?
-Informacji.- przerwał rozkręcającemu się Sidorowiczowi Śrut - Dość poufnych...
Sidorowicz od razu pojął, o co chodzi stalkerowi. Machnął ręką na ochroniarzy, którzy z sykiem hydrauliki wyszli z pomieszczenia. Gdy tylko drzwi się zamknęły, Sidorowicz sięgnął pod ladę i wyciągnął stamtąd "Kozaka" i dwie szklanki. Śrut sięgnął po krzesło, na którym siedział jeden z ochroniarzy i podsunął je pod ladę. Po chwili stalker i handlarz siedzieli przed pełnymi szklankami.
-Mów. - powiedział krótko Sidorowicz
-No więc...Wszystko zaczęło się, jakieś dwa dni temu...
Ciąg Dalszy Nastąpi, może
Powód zgonu: Zadźganie nożem.
Ostatnie słowa: I co zrobisz? Zadźgasz mnie nożem?
Ostatnie słowa: I co zrobisz? Zadźgasz mnie nożem?
Postawili kozaka za ten post (1):
Tak pobieżnie patrząc na początku za często pada imię "Śrut". Ale to może tylko moje odczucie.
Tja, a w liczniku jeden post? Dzień dobry, radzę witać się z banem, albo grubo tłumaczyć adminowi/moderatorowi.Husarz_Zony pisze:Jedno moje opowiadanie już zamieściłem na tym forumie i było całkiem nieźle przyjęte.
A czy TY już przeczytałeś i oceniłeś moją twórczość?
"Samotność w Zonie" - nadal kontynuowana.
"Dawno temu w Zonie" - tylko dla weteranów forum.
"Za późno" - czerwona część cyklu "Kolory Zony"
"Akurat o czasie" - biała część cyklu "Kolory Zony"
"Za wcześnie" - niebieska część cyklu "Kolory Zony"
"Pęknięte Zwierciadło" - mini-cykl o Zonie w wersji noir
"Samotność w Zonie" - nadal kontynuowana.
"Dawno temu w Zonie" - tylko dla weteranów forum.
"Za późno" - czerwona część cyklu "Kolory Zony"
"Akurat o czasie" - biała część cyklu "Kolory Zony"
"Za wcześnie" - niebieska część cyklu "Kolory Zony"
"Pęknięte Zwierciadło" - mini-cykl o Zonie w wersji noir
Masz w twarz za "Priviet" i "stalker" z dużej litery. "V" to się pisze w angielskim. I nie, wrzucanie rosyjskich słówek w post nie jest spoko 
Schrzanione formatowanie. Jak zobaczyłem "nasi stalkerzy" to przypomniały mi się złote czasy cienkich, kolorowych książeczek w twardych oprawkach. Takich dla dzieci.
Znajdź jakiś zamiennik dla "Śrut". Stalker, wędrowiec, cokolwiek. Za często tego imienia używasz.
I to nie jest Twoja wizja, tylko wizja GSC
Sidorowicz, Kordon, Bagna... do lokacji z gry dorzuciłeś parę nowych postaci i zmieniłeś wystrój bunkra Sida. Tyle.
Technicznie spoko, stylistycznie i literacko na poziomie niskich lotów czytadeł.
Schrzanione formatowanie. Jak zobaczyłem "nasi stalkerzy" to przypomniały mi się złote czasy cienkich, kolorowych książeczek w twardych oprawkach. Takich dla dzieci.
Znajdź jakiś zamiennik dla "Śrut". Stalker, wędrowiec, cokolwiek. Za często tego imienia używasz.
I to nie jest Twoja wizja, tylko wizja GSC
Technicznie spoko, stylistycznie i literacko na poziomie niskich lotów czytadeł.
Bydlę z pana, panie Red
@poldzer - to nie odczucie, to fakt. Gorzej niż Sapkowski 
@Red
tekst
2. Co to za specnaz, co tak daje dupy? Zwykłe wojsko by sobie na to nie pozwoliło.
Standard - zerżnięcie z gry, płascy bohaterowie, brak fabuły, przecinki itp. Porada nr 44013949 - czytać, hie hie. No i obrzydliwa maniera stosowana na tym (i nie tylko) forum - "coś tam" by ktośtam. Ludzie, skąd się Wam to bierze? Ohydne to jest; co nie Gizbarus, Red?
@Red
Masz w twarz za "Priviet" i "stalker" z dużej litery. "V" to się pisze w angielskim. I nie, wrzucanie rosyjskich słówek w post nie jest spoko
Schrzanione formatowanie
Znajdź jakiś zamiennik dla "Śrut". Stalker, wędrowiec, cokolwiek. Za często tego imienia używasz.
Zgadzam się. Red, przeczytam to na pw, tylko później. Nie wiem, czy skomentuję jakoś wylewnie.I to nie jest Twoja wizja, tylko wizja GSCSidorowicz, Kordon, Bagna... do lokacji z gry dorzuciłeś parę nowych postaci i zmieniłeś wystrój bunkra Sida. Tyle.
tekst
A to po jakiemu? Bo wygląda jak pijany serbsko-chorwacki.Priviet Stalker, brate mij ridnyj
Które?Jedno moje opowiadanie już zamieściłem na tym forumie i było całkiem nieźle przyjęte.
Nie za dużo kurew na wstępie? Było już kiedyś opowiadanie o burdelu, ale tamto mnie zainteresowało.-Ku*wa ku*wa ku*wa...
Brzmi to tak, jakby "ku*wa" była niecenzuralna niesłusznie.choć często używane wciąż uważane za niecenzuralne
Strzelanie kolbą w kontekście broni palnej brzmi średnio.W końcu Śrut strzelił go kolbą pistoletu
Wokół, wokoło, łącznie.W około było już cicho
"Mieć przed oczami" w tym kontekście brzmi dla mnie, jakby byli tuż obok. A gdyby byli tuż obok, to podejrzewam, że usłyszeliby kurwowanie. Rozgarnianie suchych gałęzi też.mieli przed oczami grupę specnazu
Brakuje mi opisu tych anomalii. W końcu anomalią może być też menel tańczący kankana.oprócz kilku anomalii po jej drugiej stronie
1. Zbyt kolokwialnie - nie uniósłby pleców na dłoni.nie starając się pilnować pleców, które teraz Śrut miał jak na dłoni.
2. Co to za specnaz, co tak daje dupy? Zwykłe wojsko by sobie na to nie pozwoliło.
Tu dłuższy fragment. Rzecz, na którą zwracano mi uwagę ileś razy i myślę, że w końcu to ogarnąłem - dialogi mają być bardziej literackie, niż mówiony oryginał. Nie ma bezpośredniego przełożenia. Bez urywanych myśli, jeśli to niczemu nie służy, bo niezdecydowanie i strach można opisać, nie trzeba pisać Morse'm - dwa słowa, trzy kropki, słowo, trzy kropki.-Idą z kordonu... Czyli coś się dzieje. - oznajmił swemu towarzyszowi
Kawaler tylko zajęczał i zamknął oczy.
-I po co... Po co z tobą poszedłem... - wyszeptał po chwili
-Po ch*j. - Śrut splunął pod nogi - Ja cię nie prosiłem, sam chciałeś.
-Ta wiem... Ale... Ale... No ku*wa ale czemu specnaz...
-Nie wiem i nie chce wiedzieć. Niech ich Zona pochłonie.
Bez sprawdzenia czy na pewno nikogo nie ma? Stawianie samego siebie przed faktem dokonanym to trochę ryzykowna rzecz.Siedzieli jeszcze parę minut, kryjąc się pomiędzy kłującymi gałęziami po czym wyszli na drogę.
W jakiej formie był ten kordon? Kordon, który pisany małą literą, kojarzy się raczej z kordonem wojska, kordonem sanitarnym, ale nie jako lokacją, a przedstawicielami np. wojska blokującymi teren. Mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi.Przed stalkerami był kordon, za nimi ukryta i jedna z ostatnich bezpiecznych kryjówek samotników.
Gdzie? Pisz, żebym się nie musiał domyślać, że w Wiosce Kotów. Kim jest Pielgrzym? Skąd mam wiedzieć o co chodzi? Nie każ mi samemu dopowiadać.Spotkali tam Pielgrzyma, który dobrodusznie pobłogosławił ich by bezpiecznie wrócili z wypadu.
Gdzie? Pisz, żebym... No to samo. Skąd mam, załóżmy że nie grałem w gry, wiedzieć, gdzie jest ta baza wypadowa, co w niej jest itp.?To co ciągnęło ich tak blisko kordonu znajdowało się niecały kilometr od najdalszej bazy wypadowej wojskowych.
Myślałem, że z wioch wyrywa się dupodajne dziewki, a nie bramy. Jaki jest sens wyrywać bramę ze wsi, abstrahując od tego, że bramę wyrywa się z zawiasów i przynosi ze wsi? Brama nie jest osadzona we wsi, tylko w jakichś zawiasach właśnie. Brakuje mi odpowiedniego określenia, jest tu jakiś specjalista od bram?że jest to jedna z bram wyrwanych tu z wioski
Nie pasuje mi to "jeśli ten ktoś uznał", "jeśli ten ktoś był na tyle sprytny". Zdecyduj się, narrator jest zaangażowany (np. opowiadający weteran, pierdo*enie Jaskra), czy nie?Jeśli ten ktoś uznał, że świetnym pomysłem jest je podnieść, zwykle odnajdywał betonowy tunel prowadzący rozsypującymi się schodami w głąb ziemi. Jeśli ten ktoś był na tyle sprytny, że wlazł tam z bronią przy oku, szybko z tamtąd wyłaził, jednak już nie o własnych siłach.
Mam nadzieję, że nie kucali za załomem w sztucznym krzaku, bo nogi by im ścierpły. Dużo lepiej, gdyby mieli chociaż krzesło i mogli odpocząć. Zgłaszam do inspekcji pracy.ukryci w załomie tunelu ochroniarze
Mi się marzą gołąbki i lody truskawkowe.W środku pachniało smarem, chemią i wszystkim co można sobie tylko wymarzyć.
W krześle czy na krześle? Opis Sidorowicza ubogi jak ja tydzień po wypłacie. Znaczy się - na waciki starczy, ale na kolację czerstwe bułki.w starym biurowym krześle na kółkach siedział gruby, łysy mężczyzna w białej koszuli i brązowym bezrękawniku - Sidorowicz.
To tego wintoreza było wspomnieć wcześniej. I karabin miał noktowizję, czy koleś? Natomiast ci dwaj - wyolbrzymienie rozmiarów broni mnie razi. Raz, że to w niczym nie zwiększa ich mocy, dwa - można napisać, że są masywne, ogromne, jakkolwiek inaczej.w przeciwieństwie do odźwiernego, uzbrojonego w Wintoreza z noktowizją, ci mieli przy sobie tylko wielkie jak przedramię rewolwery
Brzmi to tak, jakby nie słyszał o czym gadają. A w takiej piwnicy, choćby powiększonej na potrzeby tekstu, słychać byłoby wszystko. Jeżeli natomiast go nie interesowało o czym mówią, należałoby to zaznaczyć.Widząc jak Kawaler i Sidorowicz kłócą się o coś, co ten pierwszy przyniósł, Śrut zaczął powoli, pod czujnym okiem ochrony, przechadzać się po sklepie.
Za dużo tych "różnych" i "najróżniejszych". A różnej maści to konie, określenie nie pasuje do kontekstu. "Metalowe regały" z kolei, można potraktować dwojako - bo co znaczy "metalowe"? To zbyt ogólne pojęcie - albo je dookreśl, albo z niego zrezygnuj, bo nic nie wnosi.Na ścianach za kratą wisiały różnej maści karabiny, kombinezony i narzędzia. Na metalowych regałach walały się najróżniejsze rzeczy, od puszek z konserwami przez apteczki do granatów.
Narzędzi, puszek z konserwami nie nazwałbym arsenałem. A konstrukcja poprzedniego zdania na to wskazuje.spokojną kontemplację arsenału
Rozumiem, że stalkerzy mogą być chamami, ale czy muszą być tak ordynarnie płascy przy wyklinaniu? Przecież to tekst z podstawówki.-O ty parówo... Ty tłusta, chamska parówo!
No tylko nie wielkie litery... Krzyk można zaznaczyć w inny sposób. A jego urwanie też, choćby wielokropkiem, którego używałeś wcześniej.JA CI DAM ZŁE MIEJSCE TY KUTA!
Przytłumione raczej, bo rozumiem, że tu pojawia się wpływ grubego włazu.Zza grubych, metalowych drzwi jeszcze chwilę dało się słyszeć przyciszone głosy
Miejsce zabija? Nie. Nawet nie stanowisko zabija, tylko - jak już, choć ROMB by się nie zgodził - karabiny. Może inaczej - zabija ogień prowadzony ze stanowiska. To by mnie bardziej kupiło.jednym z niewielu miejsc, które zabijały
Znaczy się, syk wyszedł z nimi?którzy z sykiem hydrauliki wyszli z pomieszczenia
Wódkę, flaszkę, po prostu. Bez wycierania gęby nazwami z gry. Ok, sam też to praktykowałem, ale z tego zrezygnowałem, co najwyżej sporadycznie umieszczając jako "smaczek".którzy z sykiem hydrauliki wyszli z pomieszczenia
Raczej siedzieli "z", no i nie z pełnymi - widziałeś kiedyś, żeby ktoś pił pełną szklankę wódki jak, na ten przykład, herbatę?siedzieli przed pełnymi szklankami
Standard - zerżnięcie z gry, płascy bohaterowie, brak fabuły, przecinki itp. Porada nr 44013949 - czytać, hie hie. No i obrzydliwa maniera stosowana na tym (i nie tylko) forum - "coś tam" by ktośtam. Ludzie, skąd się Wam to bierze? Ohydne to jest; co nie Gizbarus, Red?
Wypraszam sobie, nie ja pierwszy zacząłem to stosowaćUniversal pisze: No i obrzydliwa maniera stosowana na tym (i nie tylko) forum - "coś tam" by ktośtam.
A czy TY już przeczytałeś i oceniłeś moją twórczość?
"Samotność w Zonie" - nadal kontynuowana.
"Dawno temu w Zonie" - tylko dla weteranów forum.
"Za późno" - czerwona część cyklu "Kolory Zony"
"Akurat o czasie" - biała część cyklu "Kolory Zony"
"Za wcześnie" - niebieska część cyklu "Kolory Zony"
"Pęknięte Zwierciadło" - mini-cykl o Zonie w wersji noir
"Samotność w Zonie" - nadal kontynuowana.
"Dawno temu w Zonie" - tylko dla weteranów forum.
"Za późno" - czerwona część cyklu "Kolory Zony"
"Akurat o czasie" - biała część cyklu "Kolory Zony"
"Za wcześnie" - niebieska część cyklu "Kolory Zony"
"Pęknięte Zwierciadło" - mini-cykl o Zonie w wersji noir
Dzięki za krytykę, błędy postaram się naprawić.
Co do tego innego opowiadania, było to krótkie opowiadanie "Tartak" zamieszczone na innym koncie, i tak dawno temu, że już nawet go nie ma na forum. Jeśli chcecie mam ciągle tekst na komputerze i mogę je zamieścić. Dlaczego nie używam tamtego konta? Nawet nie pamiętam jak się nazywa i na który z moich e-maili został założony, a sprawdzać ich mi się nie chce, bo pewnie i tak już dawno usunąłem
Co do tego innego opowiadania, było to krótkie opowiadanie "Tartak" zamieszczone na innym koncie, i tak dawno temu, że już nawet go nie ma na forum. Jeśli chcecie mam ciągle tekst na komputerze i mogę je zamieścić. Dlaczego nie używam tamtego konta? Nawet nie pamiętam jak się nazywa i na który z moich e-maili został założony, a sprawdzać ich mi się nie chce, bo pewnie i tak już dawno usunąłem
Powód zgonu: Zadźganie nożem.
Ostatnie słowa: I co zrobisz? Zadźgasz mnie nożem?
Ostatnie słowa: I co zrobisz? Zadźgasz mnie nożem?
Posty: 7• Strona 1 z 1

