margarita 30 maja 2012, 00:09

Podsumowanie dyskusji przez Sidorowicza

Monolit
Stalker
Posty: 191
Rejestracja: 14 gru 2011, 19:17
Ostatnio: 21 lis 2015, 21:28
Lokalizacja: Warszawa
Ulubiona broń: Akm 74/2
Kozaki:
129
Na górę
Post autor: margarita 
Jak wieść gminna niesie, w czerwcu mają u nas wydać kolejną powieść z cyklu Metro 2033. Będzie nią "Do światła" Andrieja Diakowa.

Obrazek

Za literatura.gildia.pl:

"Do światła Andrieja Diakowa to mroczna i wciągająca powieść, która zdobyła już tysiące wielbicieli - książka zwyciężyła w głosowaniu czytelników na portalu Metro2033.ru.

Do światła jest niewiarygodną opowieścią o przygodach i wyczynach dwunastoletniego chłopca i doświadczonego stalkera, którzy razem odkrywają najdziwniejszą i najmroczniejszą tajemnicę postnuklearnego Petersburga i Kronsztadu.

Wkrótce ta kontynuacja Uniwersum Metro 2033 trafi w ręce polskich czytelników".


I tutaj kilka słów z mojej strony, na dobry początek: Trochę odrzuca mnie od książki pomysł, żeby jednym z głównych bohaterów uczynić dziecko, no bo, nie czarujmy się, dwunastolatek to nawet nie zalicza się bardzo do kategorii młodzieży. Poza tym, powieści (a właściwie powieść, Metro 2033, bo co do 2034 to bym się już spierała) pana Głuchowskiego jednak nie są takie znowu lekkie, no na moje oko to dzieci nie bardzo pasują.
Niemniej jednak miejscem akcji ma być mój ukochany Petersburg i jestem gotowa kupić książkę tylko ze względu na niego, a nie na historię, jaką przedstawia Diakow (jeśli okaże się ona niezbyt wciągająca). Potencjał jednak w książce widzę, bo każda jakiś ma - a to czy wykorzystany, czy nie, to już inna sprawa...

A teraz kilka pytań, coby stworzyć/pociągnąć dyskusję: Widzicie w tym potencjał, czy nie bardzo? A może ktoś czytał w oryginale (albo w przekładzie) i może powiedzieć, czy warto się w książkę zaopatrzyć, czy nie?
– Tato, dlaczego nie możemy jechać z tobą?
– (do siebie) Bo jesteś mortalem, synku, a ja nie lubię paradoksu.
Postawili kozaka za ten post (1):
Czyste Niebo
Legenda
Posty: 1285
Rejestracja: 18 wrz 2008, 15:12
Ostatnio: 30 sty 2017, 23:03
Ulubiona broń: Akm 74/2U Special
Kozaki:
184
Na górę
Post autor: paintball_0 
W amerykańskich filmach dziecięcy bohaterowie są zawsze nieśmiertelni i włos z głowy spaść im nie ma prawa. A jeśli już, to musi to być śmierć łagodna i wzruszająca. Nie przypominam sobie, żebym w jakimkolwiek amerykańskim filmie drżał z obawy, że dzieciaka na ekranie może spotkać okrutna i krwawa śmierć. To po prostu nie ma prawa się zdarzyć. Obawialiście się o życie tej dziewczynki w "Obcych"? Bo ja, cholera, bałem się tylko tego, że zginie przez nią cała reszta, a smarkula i tak przeżyje i doczeka się ratunku... I tutaj jest właśnie pies pogrzebany. Z góry wiesz, że to opiekun dziecka zginie. Albo ktoś z jego otoczenia. Albo z jego winy. Albo w jego obronie. Tylko czekasz kiedy. W książkach jest podobnie.
Najemnicy
ModderModder
Posty: 2201
Rejestracja: 11 lis 2009, 18:15
Ostatnio: 02 sie 2025, 22:51
Lokalizacja: Szczecin
Ulubiona broń: GP 37
Kozaki:
376
Na górę
Post autor: utak3r 
margarita pisze:Trochę odrzuca mnie od książki pomysł, żeby jednym z głównych bohaterów uczynić dziecko, no bo, nie czarujmy się, dwunastolatek to nawet nie zalicza się bardzo do kategorii młodzieży. Poza tym, powieści (a właściwie powieść, Metro 2033, bo co do 2034 to bym się już spierała) pana Głuchowskiego jednak nie są takie znowu lekkie, no na moje oko to dzieci nie bardzo pasują.


Moment...
Przecież to, kim jest bohater, nie determinuje odbiorcy. To równie dobrze może być (no i zapewne jest) ciężka powieść dla dorosłych i trochę mniej dorosłych (no - nie dzieci).

Paintball: Twoja natomiast wypowiedź jest o tyle ciekawa, co... kompletnie nie na miejscu. Co ma amerykańskie kino do książki europejskiej? Ba: wschodnio-europejskiej...
Sooner or later, you will meet the Undertaker...
OpowiadaczOpowiadacz
Posty: 436
Rejestracja: 31 lip 2007, 17:48
Ostatnio: 29 paź 2020, 15:47
Kozaki:
193
Na górę
Post autor: marcel 
@utak3r, chyba nie o to Margaricie chodziło. Może za dwadzieścia lat dzieciaki będą jeszcze bardziej łebskie niż teraz, ale nie oszukujmy się: dwunastolatek który wespół w zespół z doświadczonym stalkerem przemierza napromieniowane ruiny SPb? Niemożliwe. Oczywistym jest, że dzieciak będzie przeżywał różne przygody, w końcu osadzono go w roli głównego bohatera. Wyobraź sobie takiego przeciętnego dwunastolatka, który ma przeżyć w skrajnie niegościnnym środowisku - udało się? Bo mnie jakoś nie. A jeśli nawet chłopak będzie kulą u nogi owego stalkera, tym gorzej, zawsze na nerwy działali mi tacy bohaterowie.

Tym niemniej, jeśli książka wpadnie mi w łapy, bez wahania ją kupię. Piter, Wroczka, przeleżał na mojej półce kilka tygodni, nim się za niego zabrałem, bo zaczynał się bardzo niemrawo. Jednak, gdy już przebrnąłem przez pierwsze sto stron, akcja ruszyła do galopu i lekturę skończyłem w ciągu jednego wieczoru.
>>> Wenn ist das Nunstück git und Slotermeyer? Ja! ... Beiherhund das Oder die Flipperwaldt gersput. <<< ~ Ernest Scribbler
Postawili kozaka za ten post (1):
Monolit
Stalker
Posty: 191
Rejestracja: 14 gru 2011, 19:17
Ostatnio: 21 lis 2015, 21:28
Lokalizacja: Warszawa
Ulubiona broń: Akm 74/2
Kozaki:
129
Na górę
Post autor: margarita 
marcel pisze:Może za dwadzieścia lat dzieciaki będą jeszcze bardziej łebskie niż teraz, ale nie oszukujmy się: dwunastolatek który wespół w zespół z doświadczonym stalkerem przemierza napromieniowane ruiny SPb? Niemożliwe.

Tak, dokładnie o to mi chodziło. Widać trochę nieprecyzyjnie się wyraziłam :) Czasami po prostu aż za wielki nacisk kładę na realizm, nawet jeśli czytam książkę, która już z założenia nie jest taka znowu zgodna z wszelką prawdą.


paintball_0 pisze:W amerykańskich filmach dziecięcy bohaterowie są zawsze nieśmiertelni i włos z głowy spaść im nie ma prawa. A jeśli już, to musi to być śmierć łagodna i wzruszająca.

A amerykańskie (czy tam brytyjskie, chromolić) książki się liczą? O ile dobrze pamiętam, to w "Tunelach" śmierć Cala nie była taka znowu piękna.
– Tato, dlaczego nie możemy jechać z tobą?
– (do siebie) Bo jesteś mortalem, synku, a ja nie lubię paradoksu.
Najemnicy
Kot
Posty: 21
Rejestracja: 16 cze 2012, 13:48
Ostatnio: 24 cze 2020, 21:38
Lokalizacja: Szczecin
Ulubiona broń: Akm 74/2
Kozaki:
2
Na górę
Post autor: Uruz 
Jeśli wziąć pod uwagę czym zajmuje się STALKER (weźmy na przykład Huntera) to faktycznie pomysł z dzieckiem jest nietrafiony. I to bardzo.

Metro 2033 i 34 miały ciężki klimat,tam każdy mógł zginąć. Ludzie byli intruzami i musieli walczyć i każdy dzień. Jak dobrze pamiętam zginął jeden dzieciak ;) w Metro 2033. Ten moment gdy atakowała ich ta galaretowata bestia. Tyle że to była postać epizodyczna. A tutaj co ma dziecko zrobic??
Ani nie postrzela,ani nie poprowadzi ostrych dialogów. Lepszym pomysłem byłoby pokazanie całej fabuły ze strony np. tylko stalkera.

Metro to nie książka o normalnej wojnie,ucieczce lub czymś takim . Stalker to nie komandos/rycerz to człowiek który robi wszystko,łącznie z zabijaniem byleby ludzie przezyli kolejne 24h. Więc dziecko plus wojownik to kiepskie połaczenie. Szczególnie w momencie gdy ludzie przegrywaja wojne o byt i trzeba się chwytać każdego sposobu po to by przetrwać.
Obrazek
Kot
Posty: 33
Rejestracja: 01 kwie 2011, 08:29
Ostatnio: 23 gru 2022, 19:26
Kozaki:
6
Na górę
Post autor: Mixthoor 
Przeczytałem i jestem bardzo zadowolony. Połączenie klimatu Metra z grami STALKER oraz odrobiną Fallouta. Jest to moja czwarta pozycja, po Metro 2033, 2034 i Korzeniach Niebios. W przeciwieństwie do pierwszych powieści, akcja tej rozgrywa się głównie na powierzchni. Na szczęście nie natkniemy się w niej na "Największy Kościół Boży na Kołach", czy nieco absurdalną postać wielkiego okrutnego rycerza... Bohaterowie na swojej drodze spotykają sporo zmutowanej flory i fauny. Eksploatacja powierzchni i zabudowań buduje momentami napięcie u czytelnika.

W grę Metro Last Light jeszcze nie grałem, widziałem jedynie oficjalne trailery i jeden gameplay z E3. Czyżby twórcy komputerowej rozgrywki wzorowali się nieco na tej właśnie książce?
Naukowcy
Tropiciel
Posty: 265
Rejestracja: 10 kwie 2012, 18:08
Ostatnio: 15 paź 2020, 20:24
Lokalizacja: Gdańsk
Ulubiona broń: Sniper Rifle SVDm2
Kozaki:
47
Na górę
Post autor: STALKIER998 
Według mnie książka też jest godna uwagi. Ktoś gdzieś kiedyś pisał, że Metro to już książkowy Fallout. No, ale kiedyś ludzie muszą zacząć żyć na powierzchni. Nie mogą wiecznie siedzieć w Metrze. Tak po za tym, to jestem ciekaw jak będzie wyglądał następny egzemplarz tej książki.
Bandyci
Stalker
Posty: 103
Rejestracja: 24 mar 2012, 19:48
Ostatnio: 31 mar 2020, 14:49
Lokalizacja: Limańsk
Ulubiona broń: Vintar BC
Kozaki:
20
Na górę
Post autor: Kenzelek 
Nie ogarniam twojego postu. :worms: Po pierwsze, gdzie ty widzisz podobieństwo Metro-Fallout? Po drugie ,,Tak po za tym, to jestem ciekaw jak będzie wyglądał następny egzemplarz tej książki." chodzi ci o ,,W mrok" i ,,Za horyzont"? Przeczytaj, dowiesz się. A to ,,Nie mogą wiecznie siedzieć w Metrze." jest już temat na małą dyskusyjkę, phi. :caleb:

EDIT: Soviet ty to masz problemy. Zapamiętam kochanie :3
Wypili kozaka za ten post (1):
Najemnicy
Kot
Posty: 12
Rejestracja: 24 lis 2013, 18:36
Ostatnio: 28 maja 2016, 11:12
Ulubiona broń: TRs 301
Kozaki:
6
Na górę
Post autor: rafxcrash 
Przeczytałem i jeśli chodzi o Uniwersum Metro 2033 to "Do Światła" oraz kolejne dwie części. W porównaniu do "Piter" bardziej mnie wciągnęła. Za niedługo nabędę "Za Horyzont". Nie mogę się doczekać.
Czyste Niebo
OpowiadaczOpowiadacz
Posty: 2895
Rejestracja: 18 paź 2011, 16:44
Ostatnio: 17 sty 2026, 10:14
Lokalizacja: Zadupie Mniejsze Wybudowania Kolonia II
Ulubiona broń: Sniper Rifle SVDm2
Kozaki:
844
Na górę
Post autor: Gizbarus 
W sumie jakiś czas temu przeczytałem "Do światła" i zapomniałem podzielić się swoją opinią - szczęśliwie drobna dyskusja nt. Metra z Grzechem przypomniała mi, że miałem się za to zabrać :P

Otóż więc ten tego. Podszedłem do książki z niejaką rezerwą, z racji, że książki-matki jakoś niespecjalnie przypadły mi do gustu... No i nie zawiodłem się - to znaczy, nie zawiodłem w opinii negatywnej. Spodziewałem się czegoś mocno średniego i własnie to otrzymałem. Pomysł z dziecięcym bohaterem mógłby być dość ciekawy, ale średnio wpasowuje się w te realia - w końcu tutaj dorosły człowiek miałby problem z przeżyciem, a co taki mały sraluch? Widać "Luck" 10/10 punktów :suchar:

Ponadto, niespecjalnie pasowała mi idea przebywania przez 80% książki na powierzchni przez bohaterów - tak, oczywiście, argumenty "ile można siedzieć w metrze". Ale wystarczy spojrzeć na Pangię i zadać nieco zmienione pytanie "ile można siedzieć przy komputerze?" :suchar: Po prostu szwendanie się po ulicach miasta przez praktycznie cały czas średnio wpasowuje się w kanon, przynajmniej według mojego wyobrażenia.

Kolejna rzecz, która kole w oczy, to ilość członków drużyny - ilu ich tam było? Ośmiu? Dziesięciu? Przecież to jak cholerna wycieczka szkolna... Szczerze, to przez tą mnogość bohaterów nie byłem w stanie zapamiętać ani przywiązać się do praktycznie żadnego z nich - ot, była jakaś laska, dowódca, wielki ogr i tadżyk (którego pamiętam tylko dzięki pewnej pani z FC2 tejże samej narodowości), a reszta? Cholera wie. O, jeszcze nawiedzony kapłan, który pasował jak pięść do nosa.
Kiedy wszyscy zaczęli ginąć jeden po drugim, to wbrew temu, co zapewne zamyślił sobie autor, nie wzbudziło to we mnie współczucia czy żalu tylko myśli w stylu "ciekawe ilu jeszcze zginie". Niszczy klimat jak denaturat szare komórki.
Dokładając jeszcze do pieca moich marudnych opinii, to motyw z kapłanem wydał się naciągany jak majtki BJa.
Wytłumaczenie tego, że odpowiadał za praktycznie połowę zgonów drużyny wcale mnie nie przekonał. Ktoś próbował z niego zrobić Ventinariego zbrodni, a wyszło znów nieprzekonująco - zbyt wiele niewiadomych, żeby wszystko miało się tak pięknie układać po jego myśli.
Przy okazji irytuje też nastawienie dzieciaka do tego odpowiednika Huntera :suchar: Raz się go boi, za pięć minut nagle go nienawidzi, potem zaczyna prawie wyć, bo nie ma go w pobliżu, później z kolei woła do niego "tato" i tak w koło Macieju... Nie wiem, może tak zachowują się dzieci, które mają 12 lat, są postawione w sytuacjach stresowych i są stylizowane na quasi-dorosłe. Niemniej jednak, niesmak pozostaje.

To chyba tyle mojego bólu dupy (ah, jakże to do niedawna był modny idiom...) na temat książki. Mimo wypisanych wad i tak przyznam, że dało się to przeczytać i nawet całkiem przyjemnie - poza paroma żenującymi fragmentami, które poruszyłem wcześniej. Czytałem wprawdzie wiele lepszych książek, ale zacząłem też i niemało gorszych. Ot, takie 5+/10.
A czy TY już przeczytałeś i oceniłeś moją twórczość?
"Samotność w Zonie" - nadal kontynuowana.
"Dawno temu w Zonie" - tylko dla weteranów forum.
"Za późno" - czerwona część cyklu "Kolory Zony"
"Akurat o czasie" - biała część cyklu "Kolory Zony"
"Za wcześnie" - niebieska część cyklu "Kolory Zony"
"Pęknięte Zwierciadło" - mini-cykl o Zonie w wersji noir
Postawili kozaka za ten post (1):
Monolit
Łowca
Posty: 536
Rejestracja: 20 lut 2013, 09:07
Ostatnio: 01 mar 2021, 15:28
Ulubiona broń: Tunder S14
Kozaki:
153
Na górę
Post autor: Omnibus 
Gizb, narzekasz na "Do światła"? Doczytaj do "Za Horyzont" to pogadamy o szczęściu, zdrowiu i pomyślności.
Dowiesz się, że po zdobyciu zawodu technik-mechanik w ruskiej szkole będziesz umiał pływać, latać każdą maszyną, naprawiać wszystko od noża począwszy, na ściśle tajnych łodzio-samolotach skończywszy, zamieniać ciężarówkę na rakiety w arkę Noego...
...I wiele, wiele innych...
No i będziesz miał dostep do tajemnej wiedzy. Bo żeby pisać tak nijako i dennie jak diakow, to trzeba być specjalistą. Takich to chyba w Hogwarcie jakimś uczą.
Postawili kozaka za ten post (1):
Odpowiedz

Podobne tematy