Adam
18 mar 2015, 18:31
Posty: 19•
Za PRL-u kabarety były w pewnym sensie "wykastrowane" i miały na sobie sztywny gorset tego z czego śmiać się można czy nie można. No wyobraźcie sobie za PRL-u skecz typu "Posiedzenie rządu" kabaretu Moralnego Niepokoju, tylko zamiast dzisiejszych członków rządu mamy członków PZPR. Nie chciałbym być w skórze pomysłodawcy takiego skeczu... Jednak z drugiej strony ten gorset powodował że humor był taki "inny" niż dzisiejszy i parodia systemu była ukryta pod naprawdę grubą warstwą humoru. Dziś tak jak piszesz jest przesyt grup kabaretowych i jak czegoś jest dużo to spada poziom tego. A śmiać się dziś można z każdego, nieważne czy to pijak, policjant, ksiądz czy prezydent.doomer77 pisze: Żarty nie były rynsztokowe (dzisiejszy kabaret to w 90% naprawdę rynsztok w porównaniu z ówczesnym), ale celne i chociaż robione na szybko do aktualnych wydarzeń, to trzymały pewien poziom. Niestety nie wytrzymały próby czasu, podobnie jak spora część innych dowcipów czy kabaretów.
A swoją popularność PZ zawdzięczało również temu, że nie miało w telewizji konkurencji. Była PAKA, Potem, OTTO, parę innych, ale nie było codziennie zlotu kabaretów na każdym kanale.
Szopki z reguły stały wyżej niż cykliczne odcinki, bo były przygotowywane przez dłuższy czas i dłużej ćwiczone.
Tajemniczy, moim zdaniem, piękno prlowskiego kabaretu polega na tym, że oni potrafili wyminąć cenzurę i sprawić, że ludzie skumają żarty o ich codziennym życiu (pod Egidą, Tey etc.). Obecne nie mają aż takich blokad i ich żarty są niezbyt śmieszne, jak są powiedziane wprost, na przykład afera podsłuchowa, w PRL-u, użyto by jakiegoś fajnego zabiegu ze słowem "Sowa", a w obecnych je*ną po prostu "Sowa i przyjaciele" i łahahah śmieeeszne...


Do tego właśnie piję. W tamtych czasach taki twórca musiał się wykazać pomysłem, musiał w tym humorze tak ukryć parodię systemu, aby cenzura/służby państwowe/partia się nie skumała że twórca wyśmiewa państwo. I w tym właśnie jest ten urok. Po '89 ta granica pękła i poziom kabaretu zaczął się spłycać.
To znaczy Tygodnik Moralnego Niepokoju był ostatnim promykiem światła dla kabaretu, mnie przykładowo duet Góral i Dżabar wcale nie śmieszy.


Może nie ostatnim. Mieli dobre i słabe skecze, Mi się np. Limo bardzo podoba mimo braku finezji, KMP też ma dobre momenty.
Cały problem tkwi w tym, co już wcześniej napisałem - duży przerób. Kabaret Hrabi robi jeden program rocznie i pokazuje go na żywo, po roku w telewizji. I mają ten program bardzo dobry, przećwiczony, przetestowany. A jeśli taki Góral musi co tydzień powiedzieć coś śmiesznego do kamery, to niestety, w końcu zacznie brakować pomysłów. Robią chałturę, zamiast rzemiosła.
Taka sama zależność jak w przypadku Harlequinów i dobrą książką. Te pierwsze powstają przez tydzień, te drugie czasami przez lata.
Cały problem tkwi w tym, co już wcześniej napisałem - duży przerób. Kabaret Hrabi robi jeden program rocznie i pokazuje go na żywo, po roku w telewizji. I mają ten program bardzo dobry, przećwiczony, przetestowany. A jeśli taki Góral musi co tydzień powiedzieć coś śmiesznego do kamery, to niestety, w końcu zacznie brakować pomysłów. Robią chałturę, zamiast rzemiosła.
Taka sama zależność jak w przypadku Harlequinów i dobrą książką. Te pierwsze powstają przez tydzień, te drugie czasami przez lata.
Zaśmiej się z Żyda na wizji. Zbieraj gromy do końca życia, strać intratne źródło dochodu, stań się outsiderem.Tajemniczy pisze:A śmiać się dziś można z każdego, nieważne czy to pijak, policjant, ksiądz czy prezydent.
Duży przerób to jedno. Brak konieczności omijania aparatu cenzury to drugie, choć teraz zamiast urzędu jest społeczny i medialny ostracyzm.
Ale też tworzywo kreuje odbiorcę, więc zjeżdżający poziom dowcipu obniży poziom słuchacza, jak i również wy*ebana w kosmos rola mediów. Nie będę tu się wdawać w teorie spiskowe, więc połączę to z poprzednią uwagą - promowane jest to, co się sprzeda. Sprzedaje się gag prosty, niewymagający refleksji, dobry w połączeniu z tanim piwem i niewymagający wiedzy do wyłapania kontekstu. Wreszcie: ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że struktura populacji się nie zmieniła i większość to pospólstwo. Nie wymagajcie od tej masy sympatii do inteligentnego żartu, skoro i tak biorą, co jest. Żeby być uczciwym, przyznaję - te gówniane skecze niewarte złamanego grosza też mnie czasem śmieszą. Wszystko to się nakłada na siebie i wynik jest jaki jest.
Coby nie powiedzieć o komunie i telewizji w tamtych czasach, to poza nachalną propagandą i wredną socjotechniką akurat w dziedzinie rozrywki starano się chyba w większym stopniu kreować i promować bardziej jej intelektualne formy. Tak dla przypomnienia: Kabaret starszych panów, Kabaret Olgi Lipińskiej, Dudek, Elita, Młynarski no i wspomniany, późniejszy Tej, który opierał się na bardzo inteligentnym, przewrotnym humorze. To nie było tylko proste mruganie okiem do peerelowskiego widza.
Nadejście "wolności" przyniosło zastąpienie takiej rozrywki różnymi "galami piosenki biesiadnej" i teleturniejami. Co trwa w takiej czy innej formie do dzisiaj.
Z "powojennych" kabaretów jak dla mnie wyróżniał się tylko "Potem" inteligentnym i surrealistycznym humorem.
Polskie ZOO było sympatyczne, nic więcej. Z humoru okołopolitycznego zdecydowanie lepiej wspominam "Dziennik Telewizyjny" Jacka Fedorowicza.
Nadejście "wolności" przyniosło zastąpienie takiej rozrywki różnymi "galami piosenki biesiadnej" i teleturniejami. Co trwa w takiej czy innej formie do dzisiaj.
Z "powojennych" kabaretów jak dla mnie wyróżniał się tylko "Potem" inteligentnym i surrealistycznym humorem.
Polskie ZOO było sympatyczne, nic więcej. Z humoru okołopolitycznego zdecydowanie lepiej wspominam "Dziennik Telewizyjny" Jacka Fedorowicza.
CREDO [łac. Wierzę]
Posty: 19•

